PostHeaderIcon Światło z ciemności - po katastrofie w Smoleńsku

3_www

 

Jest to wielka tragedia na płaszczyźnie ludzkiej.

 

Wyszli rano może zostawiając za sobą w zlewie brudną niedopitą filiżankę z kawą (sprzątnę jak wrócę), niedokończone sprawy (zabiorę się do nich zaraz po powrocie), ostre wypowiedziane impulsywnie słowa (przeproszę jak wrócę), niewypowiedziane wielkie słowa (jest na to jeszcze czas), niezrealizowane marzenia (później, jak będę mieć więcej czasu)…

 

 

Czy ludzkie serce jest w stanie ogarnąć ogrom tego cierpienia? Czy ludzki umysł jest w stanie przyjąć i zrozumieć to, co się stało? Może pomóc nam w tym otworzenie się na światło w nas nazywane bogiem, esencją, absolutem, wieczną miłością.
  • Z perspektywy ludzkiej to wiele pojedynczych tragedii rodzin, które zostały i są nieutulone w bólu i cierpieniu,
  • z perspektywy narodowej może to być szansa na Odrodzenie jak feniks z popiołów, z może juz innym spojrzeniem polityków na politykę - bardziej koncyliacyjnym a nie antagonistycznym,
  • z perspektywy społeczeństwa  to szansa na przypomnienie sobie o najważniejszych wartościach w życiu jakim są samo życie (!), solidarność, wspólnota czy współodczuwanie, 
  • z perspektywy boskiej - boski plan miłości dla ludzkiej głowy niepojęty i określany ludzkimi kategoriami jako okrutny.
Na poziomie uniwersalnego planu miłości nie ma jednak dualizmu, nie ma zła czy dobra, wszystko co się dzieje po prostu jest, wszystko jest w tej miłującej, życiodajnej energii zawarte i jest też w nas. Wszyscy obecnie stoimy przed wielkimi zmianami ewolucyjnymi, jakim jest masowe przebudzenie ludzkości. Przebudzenie do miłości, do swojego potencjału i powołania oraz do jego wypełniania.

Gwałtowna katastrofa prezydenckiego samolotu pod Katyniem zatrzymuje nas, skłania do refleksji, do zadawania sobie kluczowych pytań: Po co żyję? Do czego zmierzam? Kim jestem? Skorzystajmy z tej szansy. Obecny moment sprzyja wyjściu poza schematy myślowe i przewartościowaniu swojego życia. Jesteśmy tu po to, by uczyć się, tworzyć i kochać. Przyjmijmy pełną odpowiedzialność za swoje życie. Odrzućmy to, co się w naszym życiu nie sprawdziło i już nam nie służy. Idźmy za głosem serca. Bądźmy gotowi na nadchodzące zmiany. Potrzebujemy do tego otwartego czującego serca; zaufania; przyjmowania życia takim, jakim jest bez zamykania się na jego nieprzyjemne strony; przyjęcia siebie z czułością w swojej prawdzie;  pamiętania, że jesteśmy ze sobą i z Ziemią ściśle powiązani i współzależni, że nasze działanie ma wpływ na wszystko co jest - jak ruch skrzydeł motyla w Brazylii na tornado w Teksasie.

Po przeżyciu żałoby i zintegrowaniu tych uczuć, tego wydarzenia z naszym życiem, spróbujmy poszukać światła, jakie stamtąd płynie. Odejdźmy od martyrologicznego klucza rozpatrywania takich katastrof, od naszego narodowego przywiązania do cierpiętnictwa. Taki fundament to tylko podstawa do postaw marazmu, utyskiwania, malkontenctwa i ogólnego narzekania przy biernej życiowej i społecznej postawie. Przekujmy tę tragedię w zaufanie do siebie nawzajem, w uśmiech do obcej osoby na ulicy, w przepuszczenie samochodu, który chce wjechać przed nami, w ugryzienie się w język, gdy chcemy impulsywnie ostro zareagować, w objęcie drugiego człowieka (tak bardzo ludzie potrzebują być dotykani), w pamiętanie o swoich marzeniach i w ich realizowanie, choćby pierwszych kroków w ich kierunku - teraz, nie na emeryturze …Życie jest takie krótkie. I nie jesteśmy jego reżyserami. Cieszmy się tym co mamy. Zrewidujmy naszą hierarchię wartości. Czy naprawdę zarobienie pieniędzy na nowy gadżet czy nowe mieszkanie dla rodziny jest ważniejsze niż czas z nimi spędzony? Czy żyjemy w prawdzie? Jak okazujemy miłość do siebie? Czy jesteśmy szczerzy ze sobą? Cieszmy się życiem! Ile razy idąc/ biegnąc po ulicach miasta patrzymy na niebo, na przesuwające się chmury, widzimy, że rozkwitły już kwiaty na drzewach, zauważamy człowieka który nas mija? Dokąd tak pędzisz?

Na końcu jest miłość i świadomość, wieczna-uniwersalna-boska. I na początku. Nic więcej i nic mniej. To jest nasza ostateczna prawda, do której dążymy i z której przychodzimy. Naucz się odpuszczać, odmawiać sobie i innym, a w szumie informacyjnym i milionach bodźców płynących zewsząd pamiętać o hierarchii wartości. Każdego dnia. Bo następnego może już nie być. Dlatego skacz, ciesz się, śmiej się z brzucha, rób o czym marzysz, bez względu ile masz lat! Nie czekaj, bo nie ma na co. Działaj dla siebie, dla swoich bliskich i dla tych co przyjdą po Tobie. Żyjmy tak, aby kładąc się spać jak najmniej żałować. Niech cezurą naszych codziennych słów i działań stanie się pytanie: czy gdybym jutro umarł/a, tak bym dzisiaj postąpił/a? Żyjmy i odważmy się kochać! „Śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą” (ks. Jan Twardowski), w tym i siebie…

E s t e r a, kwiecień 2010

PS. Wszystkie zamieszczone myśli są osobistymi przekonaniami autorki,
z którymi nie trzeba się zgadzać. I mogą nie być Ostateczną Prawdą.

 

Newsletter
Kontakt
 
Estera Saraswati
 
Zenon Dechen Dorje
tel. +48 735 979 202